Od połowy marca na skutek przebudowy Trasy Armii Krajowej jadące nią na zachód autobusy nie zatrzymują się przy ul. Mickiewicza. Kilka tysięcy mieszkańców osiedla Ruda odcięto od podstawowego połączenia z centrum i zachodnimi dzielnicami miasta. Na jak długo? Nie wiadomo. Przywykliśmy już, że im większa inwestycja, tym mniej przewidywalna.

ZTM na swojej stronie przeprasza za utrudnienia i zapewnia, że dołożył wszelkich starań, aby pasażerowie mogli korzystać z przystanku OS. POTOK 04. Ostatecznie jednak – ze względów bezpieczeństwa – utrzymanie funkcjonowania przystanku okazało się niemożliwe. Podano alternatywne sposoby dojazdu, co trzeba odnotować na plus.

Bardzo źle jednak świadczy o władzach stolicy dopuszczanie do tak brzemiennej w skutkach dyskryminacji niezmotoryzowanych. Zamiast postawić wykonawcom twarde warunki utrzymania wszystkich dotychczasowych przystanków ratusz wykazał się uległością zapominając najwyraźniej, kogo reprezentuje. Tę negatywną ocenę pogłębia jeszcze dodatkowo inne niedopatrzenie.

W sytuacji skasowania przystanku OS. POTOK 04 pod wiaduktem jego rolę przejął przystanek OS. POTOK 01 na wiadukcie (w tle zdjęcia), z którego można dość sprawnie dojechać do placu Wilsona. Najwyraźniej jednak miejskie służby nie zauważyły tego, skoro uniemożliwiły legalne i bezpieczne dojście na ten przystanek najkrótszą drogą z osiedla Ruda.

Przynajmniej takiego oznakowania należałoby oczekiwać w stolicy cywilizowanego państwa w środku Europy, kiedy wydeptany trawnik...

... i osoby non stop przechodzące przez jezdnię...

... w obu kierunkach dowodzą wielkiego i bezdyskusyjnego zapotrzebowania na przejście dla pieszych.

O ile utrzymanie przystanku pod wiaduktem mogło nastręczać problemy i decyzji o skasowaniu go można próbować bronić, o tyle nic nie usprawiedliwia opisanej dyskryminacji możliwej do uniknięcia kilkoma pociągnięciami pisaka na projekcie. Jest to przejaw karygodnej beztroski.

Wśród ofiar wypadków w stolicy wciąż zatrważa nadreprezentacja pieszych. Świadomość tych statystyk i wytycznych zawartych w stołecznej strategii rozwoju zrównoważonego transportu powinna skłaniać Biuro Inżyniera Ruchu m.st. Warszawy do szczególnej dbałości o najsłabiej chronioną grupę użytkowników dróg. Opisany przypadek (jak wiele innych [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>]) prowadzi jednak do wniosku, że Inżynier Ruchu postępuje dokładnie odwrotnie - dba aby w razie wypadku pieszy był sam sobie winny, a kierowcy mogli uniknąć odpowiedzialności.

Trudno uznać za przejaw kompetencji zarządzanie ruchem na miejskich ulicach pełnych ludzi przy pomocy technik właściwych dla autostrad. Mieszkańcy Warszawy wyrazili czytelne votum nieufności wobec wyznawców takiej motocentrycznej inżynierii ruchu i żądanie zmian zgłaszając i popierając w niedawnym budżecie partycypacyjnym wiele nowych przejść dla pieszych, chodników i pasów rowerowych [zobacz >>>]. Czy rządzący zauważyli ten czerwcowy plebiscyt, czy wolą by został powtórzony przy okazji wyborów w listopadzie?

Starsze wiadomości - w kronice.